Pages - Menu

10.11.2014

gdy mgła opada i okazuje się, że zbłądziłeś...

- Pewność jest fatalna. Niepewność czaruje. Mgła nadaje rzeczom urok.
- Można w niej zatracić drogę.
- Wszystkie drogi wiodą do jednego punktu.
- A tym jest?
- Rozczarowanie.

/O. Wilde, Portret Doriana Graya


r o z c z a r o w a n i e

6.11.2014

młodości! dodaj mi skrzydła!

Niech nad martwym wzlecę światem [...]

Pisał nasz kochany wieszcz.
Ja odnoszę wrażenie wręcz odwrotne - że mi owa mickiewiczowska młodość skrzydła podcina. Skrzydełka moje bujne i od dziecięcia hodowane. Złośliwa młodość, no.

Prawda jest taka, że CAŁKIEM młoda to ja już nie jestem. Dobra, ok, stara też nie, staro się nie czuję i ćwierćwiecza nawet jeszcze nie osiągnęłam, ale dowód to mam już od kilku lat. Muszę jednak bardzo świeżo (żeby nie powiedzieć - dziecinnie) wyglądać, gdyż nagminnie spotykam się z ogromnym zdziwieniem ze strony nowo poznanych, gdy w trakcie rozmowy wypływa kwestia mojego wieku.
Zwłaszcza w pracy zdarzyło mi się to tyle razy, że już nie liczę.
Newralgiczne sytuacje są najczęstsze, gdy gadki toczą się wokół tematu studiów i przypadkiem wymsknie mi się, że ja na ostatnim roku jestem i pracę magisterską piszę. Wtedy to (zawsze, ZAWSZE) na twarzy rozmówcy pojawia się wyraz całkowitego niezrozumienia, a z ust pada magiczne pytanie: "To ile Ty masz lat?"
Początkowo mnie to bawiło.
Nawet obiektywnie patrząc jest to dość miłe, że młodo wyglądam.
Ale po niewiadomojużktórym uświadamianiu kogoś, że jestem na ostatnim roku studiów (NIE, NIE LICENCJACKICH! MAGISTERSKICH DO CHOLERY! - co do tego też już były wątpliwości) stało się do dla mnie lekko irytujące.
Na szczęście w sklepach już mnie o dowód nie proszą.

Od jakiegoś roku.

2.11.2014

o trudnym procesie haseł odtwarzania

Długo mnie tu nie było, prawie zapomniałam już hasła do mojego konta, ale na szczęście w porę (zanim straciłam ochotę do zalogowania) udało mi się je sobie przypomnieć.

W kwestii zapomnianych haseł - zapałałam ostatnio chęcią do produktywnego spędzenia części mego czasu, a mianowicie pracy nad moją magisterką. Posiadane książki przygotowałam, komputer włączyłam, pliki stosowne pootwierałam. Wydawać by się mogło, że wszystko zmierzało w dobrym kierunku - nic bardziej mylnego!
Nagle przypomniałam sobie o jeszcze jednej książce, która to wydała mi się niezbędna do mojej pracy. Był późny wieczór - realne szanse na wejście w posiadanie (chociażby tymczasowe) wyżej wspomnianej pozycji nie były, delikatnie mówiąc, zbyt wysokie. Ale usatysfakcjonowałaby mnie sama myśl, że ową książkę w najbliższych dniach zdobędę.
Uznałam, że poszukiwania najlepiej zacząć od biblioteki. Najpierw przejrzałam katalog tej położonej najbliżej mojego miejsca zamieszkania.
Niestety - bywam leniwa.
Niestety, czego się spodziewałam, książki w tym katalogu nie było.
Z westchnieniem weszłam na stronę Biblioteki Uniwersyteckiej, do której już mam trochę dalej i wyprawa byłaby zdecydowanie bardziej czasochłonna.
Pierwsze spostrzeżenie - zmienili wygląd strony. Brawo, stała się jeszcze mniej przejrzysta, niż była. Trudno coś takiego osiągnąć, ale jak widać, jak się człowiek postara, to wszystko jest w stanie skomplikować. No nic, jakoś przeżyję.
Kliknęłam w okienko logowania i... pustka w głowie. Tabula rasa. Zapomniałam hasła. Co więcej, zapomniałam co było loginem. Za to zaćmienie umysłowe obwiniam moją pracę, w której mam pierdyliard haseł, które zanim zdążę spamiętać, to już trzeba zmieniać.
Wiele prób musiałam przejść, zanim przypomniałam sobie, jaki to magiczny numerek był loginem do katalogu. Hasła za cholerę nie mogłam odtworzyć, musiałam zresetować. Myślę, że pierwszy lepszy haker złamałby je w czasie krótszym niż ten, który ja poświęciłam na próby zalogowania.
Gdy świeżutkie hasło przyszło na maila i książkę w katalogu znalazłam, stwierdziłam, że w sumie to przydałoby mi się ją mieć na własność. W znacznie krótszym czasie zamówiłam pożądany przedmiot na allegro.
Jednak cały proces wycieńczył mnie umysłowo i nie miałam już siły na pisanie pracy.

Wesoło się zapowiada ostatni akademicki rok.
A miałam dziś pisać o przeczytanych książkach.

2.08.2014

kocham to miasto i nienawidzę go

Stolica jednak da się lubić.

Kiedyś bardzo broniłam się przed zamieszkaniem tu. Warszawa wydawała mi się brudna, brzydka i zatłoczona. I chociaż ostatnie określenie bardzo odpowiada temu, jak jest naprawdę, to jednak udało mi się polubić to miejsce.

Po wynikach rekrutacji na studia miałam ogromny dylemat - co zrobić? Co wybrać? GDZIE zamieszkać? Zdecydowałam się na inne miasto, nie na Warszawę - na miasto dużo mniejsze, spokojniejsze i... cudowne. Trzy lata spędzone w nim zawsze będę wspominać jako jeden z najpiękniejszych okresów w moim życiu. Mogłam się sprawdzić, czy i jak poradzę sobie praktycznie sama w nowym miejscu, na studiach, na których nikogo wcześniej nie znałam. Udało się. Nowi znajomi, nowe doświadczenia, piękne miejsca.
Przeprowadzka do Warszawy była dla mnie dość traumatycznym przeżyciem. Czułam się bardzo samotna, opuszczona i wystraszona. Kiedy pojechałam w odwiedziny do koleżanki ze Starego Miejsca, łzy kręciły mi się w oczach.
Teraz jednak nie żałuję, jestem szczęśliwa. Nowi znajomi, praca, studia, pasje, mój B., który dba o mnie i stara się, żeby było mi dobrze. Jest cudownie :) Nie żałuję ani jednej chwili spędzonej w Starym Miejscu, ale już bym do niego nie wróciła.

A Warszawa wcale nie jest brudna i brzydka. Zatłoczona jest - temu nie zaprzeczę, ale jest tu wiele pięknych miejsc, które już widziałam i na pewno wiele jeszcze nieodkrytych. Na szczęście na razie nie zamierzam się stąd wyprowadzać :)


8.06.2014

mariage blanc

... rozporządzają nami jak cielętami, kaczkami... przecież my też jesteśmy ludzie... niby z miłości do nas oddają nasze ciała pierwszemu z brzegu mężczyźnie, który prosi o naszą rękę... o jaką tam rękę, Bianko, o ręce mówią, a myślą o dupie... Niby nasze dziewictwo jest czczone... wmawiają w nas, że cnota dziewictwa to największy skarb, a potem oddają te skarby pierwszemu z brzegu...

/T. Różewicz, Białe małżeństwo

Jak to dobrze, że w dzisiejszych czasach same możemy decydować o tym, komu oddajemy rękę i dziewictwo!

26.04.2014

2048

Uciekam przed ludźmi.
Nawet nie zdaję sobie sprawy z tego, jak bardzo.

Deszcz. Jadę tramwajem do księgarni, żeby sprawdzić, czy mają książkę, której poszukuje koleżanka. Stojąc, gram w 2048 - gierkę którą pochłania zbyt wiele mojego czasu ostatnio. Nagle wsiada jakiś pan, w średnim wieku, całkiem sympatyczny (nie był pijany, żeby nie było). Z wciągającej partyjki wyrywa mnie jego głos:
- To kostka rubika?
Rzucam na niego błędne spojrzenie.
- Nie...
- Ale coś podobnego? Też się coś układa.
- No prawie...
Rozglądam się rozpaczliwie, szybki rzut okiem przez okno. Cholera, jeszcze tak daleko. No nic, przesiadam się wcześniej. Szybko wyłączyłam grę, udałam, że sprawdzam coś w smsie. Zablokowałam telefon, stanęłam przy drzwiach.

A miły pan zainteresował się tylko grą.

19.04.2014

święta, Święta

Święta wszelakie to przedziwny czas. Czas, który jako dziecko uwielbiałam, bo kojarzył mi się z niecodziennością, czystością domu (pomijając, że wskutek znienawidzonego sprzątania), pysznymi ciastami i błogim lenistwem. W miarę upływu lat moje postrzeganie świata, w tym także i świąt ewoluowało nieco i pewne rzeczy, które niegdyś wydawały się takie fajne, już takimi nie są. Święta i przygotowania do nich teraz przede wszystkim kojarzą mi się z nerwówką. W tym roku, o dziwo, nie pokłóciłam się z nikim (jeszcze nie wszystko stracone!), ale patrzę na to raczej jak na wyjątek potwierdzający regułę.
Religijnie również nie umiem ich przeżyć tak, jak kiedyś.
Zdarza mi się tęsknić trochę za czasami, kiedy Triduum Paschalne było dla mnie niesamowitym przeżyciem, a po powrocie z kościoła kręciłam się nerwowo, bo czułam, że powinnam być dalej TAM, że za krótko byłam na adoracji i zastanawiałam się, czy może iść jeszcze raz.
Teraz trochę się to zmieniło. W sumie sporo się zmieniło, głównie priorytety i spojrzenie na pewne sprawy. Inna jestem niż kiedyś. Czy to oznacza, że bardziej dorosła? Tego nie wiem, ale wydaje mi się, że w końcu moje poglądy są bardziej moje niż kiedyś. Dawniej były to raczej poglądy osób, którymi byłam zafascynowana i do których chciałam się upodobnić.

Koniec górnolotnych przemyśleń.
Wesołych ŚWIĄT! :)